Jak trwoga to... do dochtorka.
Córka mojego kolegi brała ślub w majowy weekend i zostałem zaproszony (razem z kobietą, tym razem padło na Anne-Marie, która regularnie bywa w Warszawie). Było całkiem fajnie, pobawiłem się, okazało się, że nawet trochę ludzi znam. Anne-Marie zdziwiona rozmachem całej imprezy, wybawiła się.
Po 10 klawiszowiec się tak spił, że nie trafiał, kumpel poprosił o pomoc. Pograłem za niego, ludziom się bardzo podobało, chyba najbardziej instrumentalne utwory Laserdance i Koto oraz trochę lat osiemdziesiątych w energicznej aranżacji. Pierwszy raz grałem na takim Korgu i jakoś tępe brzmienie oraz drewnianą klawiaturę miał ten parapet.
Anne-Marie mnie zaskoczyła. O tym, że grała na fortepianie to wiedziałem, ale skąd wiedziała jak zagrać moje ulubione utwory ze mną? Podeszła do drugiego instrumentu i graliśmy razem. Pierwszy raz zdarzyło się, świetnie to nam wychodziło. W takim tempie!
To było coś w tym rodzaju:
Prawda, że fajne? Dostaliśmy zajebiste brawa na koniec.
Aha i Anne-Marie od niedzieli jest Marysią

, tak goście ją ochrzcili i bardzo się jej to spodobało. Mi też się podoba, wolę Marysię niż Ankę

W tym tygodniu widzimy się znowu, tym razem w Niemczech.
-
Nowoczesny:
-
Dr Mircan:
-
merlinkam:
Pokaż wszystkie (3) ›